Gdy ktoś myśli o Stanach Zjednoczonych, oczami wyobraźni zazwyczaj widzi hamburgery, Hollywood i oczywiście – tę wielką zieloną damę z pochodnią. Statua Wolności to nie tylko obowiązkowy punkt każdej wycieczki do Nowego Jorku, ale też jedna z najbardziej rozpoznawalnych budowli na świecie. Choć dziś kojarzy się głównie z wolnością i demokracją, jej historia ma kilka zwrotów akcji godnych dobrego amerykańskiego filmu.
Od pomysłu do pochodni – jak to się zaczęło?
Statua Wolności, a dokładniej „Wolność opromieniająca świat”, powstała jako prezent od Francuzów. Nie, nie z okazji urodzin Ameryki – choć tak twierdzą niektóre przewodniki – lecz jako wyraz przyjaźni między oboma narodami i wspólnego umiłowania wolności. Pomysł zrodził się w głowie Édouarda René de Laboulaye, francuskiego prawnika, który w 1865 roku uznał, że warto byłoby podarować USA coś naprawdę efektownego. I tak oto zaczęła się długa droga do stworzenia najsławniejszego posągu świata.
Praca zespołowa: Francuski design, nowojorskie realia
Za projekt odpowiadał Frédéric Auguste Bartholdi – gość, któremu bujanie się z wielką rzeźbą chyba nie sprawiało problemu. Całą konstrukcję wspierała zaś stalowa rama zaprojektowana przez nie byle kogo, bo Gustave’a Eiffela – tak, tego samego od wieży z Paryża. Montaż statuy w Nowym Jorku przypominał wielką zabawę w LEGO – najpierw wszystko złożono we Francji, rozebrano, przewieziono statkiem i poskładano na Liberty Island niczym mebel z IKEI. Cała operacja zajęła kilka lat i kosztowała sporo nerwów, szczególnie Amerykanom, którzy musieli sfinansować cokoł – zorganizowano więc narodową zbiórkę, której część przeprowadził sam Joseph Pulitzer!
Pani w zielonym – czyli dlaczego tak zielenieje?
Choć dzisiaj Statua Wolności ma kolor patynowanej zieleni, pierwotnie była… brązowa! I to nie dlatego, że była nieopaloną kuzynką. Po prostu wykonana została z miedzi, która z biegiem lat utleniła się i nabrała charakterystycznej zielonej barwy. Co ciekawe, nie tylko nie przeszkadza to w odbiorze wizualnym, ale wręcz działa na korzyść – warstwa patyny chroni materiał przed dalszą korozją. Ot, naturalna zbroja. Niektórych ta zmiana koloru jednak zaskoczyła – pojawiały się nawet pomysły, by odczyścić statuę i przywrócić jej pierwotny blask. Na szczęście zdrowy rozsądek (i rachunek kosztów) zwyciężyły.
Symbolika, która przetrwała wieki
Statua Wolności to nie tylko kobieta z pochodnią. To również symboliczne elementy, które mają głębszy sens niż weekend bez rachunków. Korona z siedmioma kolcami symbolizuje siedem kontynentów i mórz – to całkiem ambitna deklaracja światowego zasięgu. U jej stóp leżą zerwane kajdany – metafora wyzwolenia spod ucisku. A sama pochodnia? To światło wolności, prowadzące narody ku lepszym czasom. Niezła lekcja z historii w jednym kawałku miedzi.
Ciekawostki, o których mogłeś nie wiedzieć
Wiesz, że przez pewien czas do pochodni można było wejść? Tak, była tam platforma widokowa, ale niestety dostęp został zamknięty po eksplozji w 1916 roku (wywołanej przez niemieckich sabotażystów – serio). Inną ciekawostką jest fakt, że statua pełniła kiedyś funkcję… latarni morskiej! Światło było jednak zbyt słabe i szybko zrezygnowano z tego ambitnego planu. Co więcej, mimo swojego rozmiaru – 46 metrów statuy i ponad 93 razem z cokołem – nie jest największym posągiem świata. Ale za to na pewno jednym z najbardziej ikonicznych.
Bez dwóch zdań, Statua Wolności to coś więcej niż stal i miedź – to historia zamknięta w rzeźbie, symbol nadziei, której często szukano w granicach USA. I choć od jej odsłonięcia w 1886 roku minęło sporo czasu, dalej potrafi poruszyć serca zwiedzających (i obiektywy smartfonów). W końcu nie każda dama może się pochwalić własną wyspą! Jeśli będziecie kiedyś w Nowym Jorku, nie zapomnijcie jej odwiedzić – tej wizyty nie da się zapomnieć, zwłaszcza po rejsie w towarzystwie mew i zapachu oceanu.
Przeczytaj więcej na: https://dom-i-wnetrze.pl/statua-wolnosci-symbol-usa-i-jeden-z-najwiekszych-posagow-na-swiecie/.